I że Cię nie opuszczę aż do śmierci

I że Cię nie opuszczę aż do śmierci

wtorek, 18 lutego 2014

Rozdział pierwszy

Była godzina szósta rano. Wstałam pierwsza by zrobić śniadanie, musiałam wynagrodzić Annie że pozwała mi mieszkać u siebie.
Dziś mieliśmy mieć ważną sesje z biologi, wczoraj nie mogłam się nic uczyć, byłam u ojca a on jak zawsze pijany....
Na szczęście przed sesją miałam mały trening na basenie. Wtedy  czuje się jak mistrz, tylko jeszcze nie jestem tak dobra by trenować w najlepszym klubie.
Mojej trenerki  nie było, chyba zachorowała więc popływałam sama, lecz zauważyłam nowego chłopaka który mnie obserwował. Był brunetem dość wysoki, ciemna karnacja, i tatuaż na  nadgarstku, nie powiem, też mam tatuaż na nadgarstku zrobiłam go jak zmarła moja mama i to jest napis ,,never give up", i tego się trzymam.
Po treningu poszłam na wykład gdzie już czekała Anna.
-I jak było na treningu?- zapytała mnie gdy usiadłam.
-Nie było trenerki ale nie było tragedii.-odpowiedziałam, i zaraz wszedł profesor.
-Moi drodzy dziś nie będzie sesji, jest u nas przedstawiciel uniwersytetu medycznego w New Yorku, i też słyszałem że trenuje w grupie ,,New York'', a mamy tu dość sporo pływaków, mam rację?! No więc przedstawiam pana Leona Klarka.-po tych słowach wszedł ten sam brunet którego widziałam na basenie.
-Tego Leona widziałam na basenie.- powiedziałam.
-Ładny.-tylko to odpowiedziała Anna , ucichła ponieważ on zaczął mówić.

- Dzień dobry. Mam na imię Leon i dziś przybyłem tu do was z dwoma informacjami. Pierwsza to taka że zaraz was zanudzę moim projektem, a druga to taka że za tydzień odbędą się klasyfikacje do grupy ,,New York'' słyszałem że są tu kandydaci, więc zapraszam.
-Słyszałaś jego, masz szanse!- powiedziała Anna, i to był błąd jej ton był zbyt głośny.
-Cii..- powiedziałam, ale niestety już każdy to usłyszał, nawet on....
- Wszyscy mają szanse, nawet pani a widziałem pani trening i powiem że masz dużą szanse- powiedział Leon, to chyba było skierowane do mnie, patrzył w moje oczy. Nic nie powiedziałam trochę się zawstydziłam.Myślałam że zabije Anne.....

Po wyświetleniu projektu starałam nie patrzyć w stronę Leona, szlak on mnie zauważył.
-Poczekaj-zawołał.
-Słucham?
-Przyjdź na kwalifikacje, jesteś naprawdę dobra.
-Nie sądzę, ale może przyjdę będę musiała trochę potrenować.
-Wiesz co? Kiedy trenujesz, przyjdę może pomogę, jeśli pozwolisz?
- Jutro o 6:00 zapraszam - powiedziałam z lekkim uśmiechem.

Wyszłam z sali a już Anna musiała mnie zapytać.
-O czym gadałaś z nim?
-O pływaniu.... Przyjdzie jutro na trening.
-oh... Musimy to uczcić, idziemy na drinka?
-Nie mogę, jadę do taty.

Po dwóch godzinach byłam już w domu. Tata jak zwykle upity, ale spokojny na szczęście. Poszłam zrobić mu obiad, i mu przyniosłam  do pokoju.
-Mania?-zapytał, wybudzać się ze snu.
-Tak to ja o co chodzi?
-Przepraszam.-jedno proste słowo a ja już się lepiej poczułam.
-Ale za co?
-Za to że Cię zawiodłem, że nie miałaś ojca w te trudne dni- zaczął płakać.- Obiecuje Ci że to się skończyło.
Przytulił mnie, i ja też zaczęłam płakać, nie miałam nic do powiedzeni, byłam wreszcie szczęśliwa.
Przez resztę wieczora rozmawialiśmy o moim udziale w ,,New Yorku", i tata wreszcie zaczął mnie popierać w tym pomyśle. Poszłam spać...

Dryń, dryń.... mój telefon który znalazł się na podłodze.
-Halo.- powiedziałam zaspanym głosem.
-Mania, gdzie jesteś zaraz sesja?!- usłyszałam głos Anny.
-Jestem u taty zaspałam, kurde...- przypomniałam sobie o treningu.-trening, obiecałam mu....


----------------------------------------------------------------------------------------------------------
I tak jest I rozdział, początek, mam nadzieje że wam się spodoba. Miłego czytania! :*

 CZYTASZ = SKOMENTUJ 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz