I że Cię nie opuszczę aż do śmierci

I że Cię nie opuszczę aż do śmierci

niedziela, 2 marca 2014

Rozdział czwarty

 Wstałam jak zwykle o 5:25, i już się szykowałam na trening który zaczynał się o 6:00, a później na wykłady.
Miałam wrażenie że już nigdy nie zobaczę ani Leona ani swoją osoby gdy jest zakochana, właśnie, chyba się zakochałam.
Na treningu znów dałam z siebie wszystko, a nawet trenerka była w szoku.
-Mania, mogę Cię prosić- zawołała mnie trenerka. Miła na imię Irena.
-Tak?!
-Widziałam twoje nazwisko na liście York-a, nic nie mówiłaś że się zgłosiłaś. Mam nadzieje że nie przyniesiesz mi wstydu.
-Nie, nie idę, więc niech się pani nie boi.
-Jak to nie idziesz?
-Mam małe problemy, a poza tym  i tak nie mam szans.
-Rób jak chcesz, w ogóle to cud że się dostałaś na trening, na setki tylko trzydziestu się dostaje, a ty jesteś wśród nich.
Może ma racje, ale i tak nie miałam chęci żeby tam iść bo wiem że tam go spotkam. Z drugiej strony, to jest moje marzenie.I tak nie jestem dobra, muszę trochę potrenować, może za rok....
W szatni zerknęłam na ekran telefonu. Miałam SMS-a.

----------------------------------------
Leon
----------------------------------------
ZERKNIJ PRZEZ OKNO.
----------------------------------------

Z okna basenu był widok na piękne miasto, ponieważ basen był na górce.
 Zauważyłam na dole jego.  Miał piękne kwiaty, czerwone konwalie, moje ulubione. Zaczął śpiewać moją ulubioną piosenkę U2. Przyznaje, trochę się popłakałam. Anna zauważyła moje łzy, i podeszła do mnie.
-OOOO... Jak słodko?!- powiedziała do mnie, gdy także go zobaczyła.
Zeszłam do niego na dół. Nic nie powiedziałam uśmiechałam się, on odwzajemnił, po czym pocałował mnie, pierw lekko i czule, potem trochę łapczywie. Gdy już skończyliśmy swe ,,powitanie'', nie wiem co się działo dalej. Pamiętam tylko że zemdlałam i obudziłam się u pielęgniarki na uniwersytecie.
-Gdzie ja jestem?- zapytałam  krzątającej   się po pomieszczeniu pielęgniarki.
-W gabinecie pielęgniarki na uniwersytecie, przyniósł cię taki młody, przemiły chłopak. Teraz czeka na ciebie na korytarzu.
-Co mi się stało?- zapytałam sama do siebie ale pielęgniarka stwierdziła że to było do niej.
-Zemdlałaś, właściwie to nie wiem z jakiego powodu, jest dużo opcji. Więc napisałam ci skierowanie na dalsze badania. Musisz je zrobić!
-Dobrze- powiedziałam, choć nie miałam ochoty iść na żadne badania, jestem zdrowa, a   to że zemdlałam to pewnie z wycieczenia, i jeszcze nie jadłam śniadania.- Mogę już iść?
-Tak proszę.

On naprawdę tam czekał. Za mną. Widać było że jest zamyślony, czyżby myślał co się dziś stało? Czy jest osobą zakochaną? Czy ja też czuje to samo? Pewnie! Tylko ja też zadaje sobie te pytania.
-Dziękuje że mnie przyprowadziłeś-raczej przyniósł- do pielęgniarki, już jest znacznie lepiej.- powiedziałam, a on tylko patrzył, po chwili dopiero odpowiedział.
-Co Ci się stało? Jesteś chora?- podszedł do mnie, popatrzył w oczy.
-Nie, to tylko z braku pokarmu. Wszystko jest O.K.
-Obiecujesz że jest wszystko O.K?
-Tak.- i wtedy poczułam że on chyba coś do mnie czuje, ba, ja do niego coś czuje. Chyba go kocham.

---------------------------------------------------------
No i jest IV rozdział :)